Wytwór mojej wyobraźni ożywa wraz z zapadnięciem zmroku. Wszelkie strachy wychodzą z szafy i złowieszczo śmieją się do ucha szepcząc opowieści grozy. Zamykam oczy i widzę rzeki krwi sączącej się spod stuletniego dębu, opasającego małą chatkę na kurzej stopce swoimi starymi i spróchniałymi konarami. Gdy zasypiam, podchodzę do chatki i próbuję otworzyć drzwi. Gdy łapię za klamkę, z wewnątrz uderza mnie potężny ryk złowieszczej istoty i cichutkie popiskiwanie małego kotka. S tworzenie stron nicze ze mnie i gdy tylko widzę lub słyszę, że kotkom źle się dzieje na świecie, wpadam w szał i likwiduję ich zagrożenie nie przebierając w środkach. Ręceprecz od kotka! Krzyczę i rozrywam prastare i szponiaste gałęzie. Otwieram drzwi by stoczyć nierówną walkę ze złem. Gotowy na wszystko wskakuję na oślep wgłąb ciemnego pomieszczenia. Podłoga skrzypi, stwór porykuje, a ja prę do przodu jak parowa maszyna. Dzwoni budzik i kolejny raz kotek musi poczekać, aż wrócę z pracy.